2026-07-12

Lucinda Riley „Sekret Heleny"

 Po przeczytaniu "Sekretu listu" Lucindy Riley sięgnełam po kolejną książkę tej autorki. "Sekret Heleny" czytałam na przełomie czerwca i lipca tego roku, gdy były upały. Idealnie, gdyż miejcem akcji jest gorący Cypr, a właściwie stara willa o mitycznej nazwie "Pandora". Oprócz ciekawych postaci i intrygującej historii zachwyciłam się także stylem pisarki. Rzadko tak miewam, ale tutaj miałam wrażenie, że przebywam w tej posiadłości, przechadzam się po pokojach, chodzę pływać na basenie, jem greckie oliwki i ser. Być może, że żar lejący się z polskiego nieba podczas lektury przyczynił się do tych wrażeń. Dodam, że ciężko się od niej oderwać, zwłaszcza, gdy polubi się bohaterów. I mimo, że  książka ma prawie 500 stron, to szybko się ją czyta i żal, ze ta opowieść tak szybko się kończy.


Głowną bohaterką książki jest tytułowa Helena. Przyjeżdża z rodziną do willi "Pandora", gdzie spędziła 20 lat temu piękne lato i odkryła nie tlko pierwszą miłość, ale i kłopoty związane z dorosłością. Na nowo powracają do niej wspomnienia. Jednak teraz Helena jest zupęłnie inną osobą, kocha swoją patchworkową rodzinę i tym bardziej stara się ukryć swój sekret bardzo głęboko. Do rodziny nalezy mąż William, dwoje młodszych dzieci: Immy i Fred oraz Alex - jej panieński syn i Chloe - córka z pierwszego małżeństwa Williama. Helena zaprasza na wyspę swoją przyjaciółkę Sadie, a inna jej znajoma Jules niejako wprasza się ze swoją rodziną na wakacje do Pandory. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że nieopodal mieszka Grek - Alexis, pierwsza miłość Heleny. Na scenie pojawia się więc coraz więcej postaci, a każda z nich jest częścią większej układanki i każda z nich wnosi swoją historię do opowieści.

Drugim głównym bohaterem tej powieści jest Alex, syn Heleny. To zdolny i wrażliwy trzynastoletni chłopiec, który postanawia spisywać swoje wrażenia z pobytu na Cyprze. Mamy więc obraz wyspy i wszytskich rozgrywających się wydarzeń również z jego perspektywy. A jego głównym celem jest poznanie kim jest jego biologiczny ojciec. 

Nie zdradzę więcej, tylko tyle, że na koniec okazuje się, że nie tylko Helena skrywa sekret, sekretów jest dużo więcej. 



2026-03-22

Lucinda Riley „Sekret listu”

 Sięgnęłam po książkę "Sekret listu" autorstwa Lucindy Riley, zachęcona zapowiedzią historii o zakazanej miłości, tajemnicy sprzed lat i sekrecie, który może wstrząsnąć samymi fundamentami monarchii. Już od pierwszych stron dałam się wciągnąć w świat pełen niedopowiedzeń, emocji i napięcia, które stopniowo narasta wraz z rozwojem fabuły.

Punktem wyjścia powieści jest śmierć wybitnego aktora Jamesa Harrisona, która porusza opinię publiczną w Wielkiej Brytanii. Na jego pogrzeb trafia dziennikarka Joanna Haslam, gdzie spotyka tajemniczą starszą kobietą. To spotkanie całkowicie zmienia bieg wydarzeń. Właśnie wtedy Joanna staje przed szansą odkrycia sekretu, który przez lata był skrzętnie ukrywany.

Centralnym motywem książki jest list miłosny, niepozorny, a jednocześnie niezwykle niebezpieczny. To wokół niego budowana jest cała intryga. Jego treść może mieć konsekwencje sięgające najwyższych szczebli władzy. Autorka bardzo sprawnie prowadzi narrację, stopniowo odsłaniając kolejne fragmenty historii i przeplatając teraźniejszość z wydarzeniami z przeszłości. Dzięki temu czytelnik przez cały czas pozostaje w napięciu, próbując samodzielnie połączyć wszystkie wątki.

Postać Joanny Haslam została wykreowana bardzo wiarygodnie. Na początku poznajemy ją jako ambitną dziennikarkę skupioną głównie na swojej karierze, jednak wraz z odkrywaniem prawdy zaczyna dostrzegać, że nie wszystko można sprowadzić do sensacji i nagłówków. Jej przemiana jest subtelna, ale wyraźna i stanowi jeden z ciekawszych elementów powieści.

Styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze, co sprawia, że książkę czyta się szybko i z dużym zaangażowaniem. Mamy tu co najmniej dwa twisty, które pozwalają mysleć, że to koniec i nie dowiemy się kto i po co napisał sekretny list.

„Sekret listu” to opowieść o tym, że przeszłość potrafi powracać w najmniej spodziewanym momencie, a jedno wydarzenie może wpłynąć na życie wielu ludzi. To także historia o miłości, która nie zna granic czasu, oraz o prawdzie, która, choć ukrywana przez lata, prędzej czy później wychodzi na jaw. Książka z pewnością przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym emocjonalne historie z nutą tajemnicy i odrobiną historycznego tła.


2026-03-21

Paige Toon „Siedem razy lato”

 „Siedem razy lato” Paige Toon to jedna z tych książek, które wydają się lekkie i typowo „wakacyjne”, a potem okazuje się, że pod tą całą kornwalijską scenerią kryje się całkiem spory ładunek emocji. I co najważniejsze, to książka, od której naprawdę ciężko się oderwać, bo chcesz wiedzieć, co się wydarzy kolejnego lata.


Akcja rozgrywa się w malowniczej Kornwalii. I trzeba przyznać, że klimat jest tu ogromnym atutem. Surowe wybrzeże, wiatr, wrzosy, małe miasteczko, gdzie wszyscy się znają. W takim miejscu poznajemy Liv i Finna, którzy kilka lat wcześniej spotkali się przypadkiem i od razu poczuli, że to „to”. Jedna noc zmieniła wszystko, nie tylko przez uczucie, które się między nimi pojawiło, ale też przez tragedię, która ich połączyła jeszcze mocniej.

Tyle że życie nie jest bajką. Finn wraca do Los Angeles, gdzie rozwija karierę muzyczną, a Liv zostaje na miejscu, przy rodzinie i swoim życiu. Umawiają się więc na coś, co z jednej strony jest romantyczne, a z drugiej, dość bolesne: że będą spotykać się raz w roku, latem. Jedno lato, jeden czas, jedno uczucie. Odkładane i przeżywane od nowa.

I wszystko pewnie toczyłoby się dalej w ten sam sposób, gdyby nie pojawienie się Toma. Spokojnego, bardziej obecnego, takiego „tu i teraz”. I nagle Liv zaczyna widzieć, że życie może wyglądać inaczej. Że miłość nie musi oznaczać czekania, tęsknoty i corocznego łamania sobie serca.

Liv nie jest niezdecydowaną dziewczyną, tylko kimś, kto naprawdę próbuje zrozumieć siebie i to, czego chce od życia. Finn, choć momentami można mieć do niego żal, jest postacią, którą się rozumie. A Tom… to jeden z tych bohaterów, którzy z pozoru są spokojni i poukładani, ale kryją w sobie historię, która potrafi zaskoczyć.

To książka o miłości, ale nie takiej oczywistej. O tej, która nie zawsze przychodzi w odpowiednim momencie. O tej, która wymaga czekania, czasem zbyt długiego. I o tej, która daje spokój, choć niekoniecznie jest tak spektakularna. Książka zostawia po sobie coś więcej niż tylko wrażenie letniej historii. Jest w niej tęsknota, trochę bólu, ale też nadzieja. To historia o wyborach, które nie mają dobrych rozwiązań. 


2026-03-20

Rebecca Yarros „Wariacja”

 Rebecca Yarros „Wariacja” to książka, od której naprawdę ciężko się oderwać. Niby historia o miłości i powrotach do przeszłości, ale podana w taki sposób, że człowiek czyta „jeszcze jeden rozdział”… i nagle robi się noc. I choć nie jest to najlżejsza opowieść, to ma w sobie coś, co przyciąga: emocje, które są prawdziwe i nieprzerysowane.

Główną bohaterką jest Allie Rousseau, baletnica światowej klasy, która przez lata żyła pod ogromną presją. Perfekcja była dla niej obowiązkiem, nie wyborem. Matka wymagała od niej wszystkiego, bez względu na koszt, a Allie płaciła tę cenę swoim ciałem, psychiką, całym życiem. Kiedy kontuzja przekreśla jej karierę, wraca do rodzinnego domu, miejsca, które zamiast spokoju przynosi wspomnienia, przed którymi tak długo uciekała. I właśnie tam znowu pojawia się Hudson Ellis, ratownik Straży Przybrzeżnej, człowiek działający instynktem, przyzwyczajony do podejmowania decyzji w ułamku sekundy. Kiedyś był dla Allie kimś najważniejszym. Kimś, kto potrafił być we właściwym miejscu i czasie. Aż do momentu, gdy po prostu zniknął, zostawiając ją bez słowa i bez wyjaśnień.

Ich relacja to nie jest prosta historia „spotkali się i wszystko wróciło na swoje miejsce”. Tu jest żal, niedopowiedzenia, pretensje i coś jeszcze, uczucie, które mimo upływu lat wcale nie wygasło. I kiedy do drzwi Allie puka siostrzenica Hudsona, szukająca swojej biologicznej matki, wszystko zaczyna się na nowo komplikować. Przeszłość, którą oboje próbowali zamknąć, wraca ze zdwojoną siłą.

To, co bardzo mi się w tej książce podobało, to sposób, w jaki Yarros pokazuje bohaterów. Allie nie jest tylko „tą skrzywdzoną baletnicą”. Jest silna, ale jednocześnie pogubiona, próbuje na nowo zdefiniować siebie bez tańca, który był całym jej światem. Hudson z kolei to nie tylko „ten, który odszedł”. To mężczyzna z własnymi tajemnicami, który zapłacił wysoką cenę za swoje decyzje.

„Wariacja” to książka o tym, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość. O tym, że czasem jedna decyzja zmienia wszystko. I że nie zawsze dostajemy drugą szansę, a jeśli już, to nie taką, jakiej byśmy chcieli. Po przeczytaniu tej książki zaczełam myśleć o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla marzeń, i czy warto trzymać się ich za wszelką cenę. Polecam jako lekturę nie tylko miłośnikom baletu ;-)


2026-03-05

Santa Montefiore „Spotkamy się pod drzewem ombu”

 To jedna z tych książek, które wciągają powoli, ale konsekwentnie, a potem orientujesz się, że odkładasz wszystko inne, bo chcesz wrócić do bohaterów i ich świata. I bardzo dobrze, że ta powieść ma ponad 500 stron, bo ja lubię przebywać z bohaterami, których polubię. A tu naprawdę jest z kim pobyć.



Akcja „Spotkamy się pod drzewem ombu” rozgrywa się głównie w Argentynie, na rozległym, rodzinnym ranczu, gdzie tytułowe drzewo ombu staje się symbolem pamięci, miłości i rodzinnych tajemnic. To saga rodzinny Solanas, obejmująca kilka pokoleń. Członkowie rodziny Solanas są liczni, barwni, często niejednoznaczni; każdy z nich wnosi do opowieści własny ból, marzenia i sekrety. To przede wszystkim opowieść o namiętnościach, wyborach, które mają konsekwencje na całe życie, i sekretach, które nigdy nie zostają naprawdę pogrzebane. To także historia miłości, tej pierwszej, wielkiej i tej, która przychodzi później, często wtedy, gdy człowiek nie bardzo już w nią wierzy. Montefiore pokazuje, jak przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość, jak dzieci dziedziczą nie tylko majątek, ale też emocjonalne długi swoich rodziców. To opowieść o miłości, ale nie tej cukierkowej. Raczej o miłości trudnej, czasem bolesnej, często niespełnionej. O rodzinie, która potrafi być jednocześnie bezpieczną przystanią i źródłem największych ran. O kobietach silnych, ale niepozbawionych wątpliwości, oraz o mężczyznach, którzy nie zawsze potrafią udźwignąć konsekwencje własnych decyzji.

Santa Montefiore ma dar opowiadania historii w taki sposób, że człowiek czuje zapach kurzu na ranczu, upał argentyńskiego słońca i emocje buzujące pod powierzchnią codziennych rozmów.

Polecam szczególnie tym, którzy lubią długie, wielowątkowe historie, rodzinne sagi i książki, które pozwalają na chwilę uciec do innego świata bez poczucia, że to czas stracony.


2026-02-23

Natasza Socha „Pokój kołysanek”

„Pokój kołysanek” Nataszy Sochy to książka zainspirowana historią pewnego emerytowanego nauczyciela, który będąc w szpitalu na rehabilitacji zobaczył oddział noworodków i postanowił je przytulać. Okazało się, że przytulane i głaskane dzieci szybciej się uspokajają i dochodzą do zdrowia. 


W centrum powieści znajduje się Joachim. Obecnie jego świat to szpitalny oddział, a dokładniej tytułowy pokój kołysanek, miejsce przeznaczone dla wcześniaków. Joachim przytula je, koi, daje im ciepło i poczucie bezpieczeństwa wtedy, gdy najbardziej tego potrzebują. To nie jest praca, którą da się wykonywać bez serca i on ma tego serca aż nadto. Równolegle autorka prowadzi nas przez podróże Joachima. Te dosłowne, przez różne miejsca i kraje, ale też te wewnętrzne, do przeszłości, wspomnień i niespełnionych pragnień. Wraca młodzieńcza miłość, ta pierwsza, najważniejsza, która zostaje w człowieku na zawsze, nawet jeśli życie potoczy się zupełnie inaczej, niż się kiedyś marzyło.

To piękna książka. Piękna w swojej prostocie i wrażliwości. Szczególnie poruszyła mnie postać Joachima i sposób, w jaki Natasza Socha pisze o przytulaniu wcześniaków. Bez taniego wzruszania, bez grania na emocjach, za to z ogromnym szacunkiem do kruchości życia. Są fragmenty, które czyta się ze ściśniętym gardłem, ale też z poczuciem, że to, co najważniejsze, często jest bardzo ciche.

„Pokój kołysanek” to również książka o straconej miłości. O tym, że nie wszystko da się naprawić, nawet jeśli bardzo by się chciało. Że czasem życie nie daje drugich szans, a decyzje albo ich brak, zostają z nami na zawsze. I właśnie ta świadomość sprawia, że ta historia jest tak prawdziwa i tak bolesna zarazem. To nie jest książka, którą odkłada się z uśmiechem. Raczej z refleksją. Z myślą o tym, jak kruche bywa życie i jak bardzo warto być uważnym, na ludzi, na chwile, na miłość, zanim stanie się tylko wspomnieniem.

Polecam ją tym, którzy lubią historie ciche, emocjonalne, niedopowiedziane, takie, które nie epatują dramatem, ale zostają w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony.


2026-01-03

Książki przeczytane w 2025 roku

 W 2025 roku przeczytałam więcej książek niż w poprzednim - 40, o połowę więcej. Może dlatego, że niemal hurtem przeczytałam książki Rosamunde Pilcher - aż13, o ile dobrze policzyłam. Ten rok zdecydowanie należał do niej. Ale też zdecydowałam się na powroty. Po latach przeczytałam "Alchemika" Paulo Coelho oraz "Kreatywność" OSHO - obie nie tracą na aktualności. 

W tym roku zalożyłam kolejnego bloga, tym razem o ziołach - Fraszka&Herbs - zapraszam również na niego, jeśli kogoś ta tematyka interesuje. Aby cały czas utrzymać wiedzę o ziolach, którą zdobyłam na podyplomowych studiach zielarskich na SGGW, przeczytałam w tym roku również kilka książek o ziołach i ziołolecznictwie

W okresie świąteczno-noworocznym lubię poczytać książki, których akcja dzieje się w tym okresie, więc teraz czytałam sobie książkę Gabrieli Gargaś „Wieczór jak ten”.

Natomiast wszytskim bardzo polecam książkę Dr Joanna Wojsiat „Tak działa mózg. Jak mądrze dbać o jego funkcjonowanie”. W przystępny i rzetelny sposób przybliża czytelnikowi jeden z najbardziej złożonych, a zarazem wciąż najmniej poznanych organów ludzkiego ciała, czyli mózg, od którego całkowicie zależą nasze emocje, nastroje, pragnienia, świadomość i zdolności intelektualne. Autorka pokazuje, że to, z czym mózg styka się na co dzień, dosłownie go kształtuje, a sposób, w jaki go „karmimy”: dietą, ruchem, snem, odpoczynkiem oraz dbałością o jelita, w ogromnym stopniu decyduje o jego sprawności i zdrowiu. Autorka wyjaśnia zależności między stylem życia a kondycją komórek nerwowych, tłumaczy, jak komunikują się neurony, czym jest neuroplastyczność i skąd bierze się serotonina, udowadniając, że możemy zrobić dla mózgu więcej niż dla jakiegokolwiek innego narządu. To inspirująca lektura dla każdego, kto chce lepiej zrozumieć swój mózg i świadomie zadbać o jego codzienne funkcjonowanie.


Książki przeczytane w 2025:

  1. Greg McKeown „Esencjalista. Mniej, ale lepiej”
  2. Claudia Ritter „Naturalne antybiotyki. Leczenie i zapobieganie chorobom za pomocą przypraw oraz ziół”
  3. Rosamunde Pilcher „Błękitna sypialnia” (opowiadania)
  4. Miriam Borovich „Rośliny nas ocalą”
  5. Patrycja Machałek „Magia polskich ziół”
  6. Magdalena Kordel „Córka wiatrów” (niedokończona)
  7. Dr Joanna Wojsiat „Tak działa mózg. Jak mądrze dbać o jego funkcjonowanie”
  8. L.M. Montgomery „Ania z Avonlea”
  9. L.M. Montgomery „Ania na uniwersytecie”
  10. Monika Marczyk „Twój ekspert w domu. Domowe sposoby leczenia. Leki z natury”
  11. Małgorzata Kaczmarek „Zioła dla smaku, zdrowia i urody”
  12. Rebecca Yarros „Rzeczy, których nie dokończyliśmy” 
  13. Rosamunde Pilcher "Przesilenie zimowe"
  14. Rosamunde Pilcher „Kwietniowy śnieg”
  15. Rosamunde Pilcher „Pusty dom”
  16. Rosamunde Pilcher „Czas burzy”
  17. Rosamunde Pilcher „Inne spojrzenie”
  18. Rosamunde Pilcher „Ostatnie dni lata”
  19. Rosamunde Pilcher „Fiesta w Cala Fuerte”
  20. Rosamunde Pilcher „Wrzesień”
  21. Rosamunde Pilcher „Dziki tymianek”
  22. Rosamunde Pilcher „Powrót do domu”
  23. Rosamunde Pilcher „Poszukiwacze muszelek”
  24. Ellen James „Na przekór miłości”
  25. Paulo Coelho „Alchemik”
  26. OSHO „Kreatywność. Uwolnij swą wewnętrzna moc”
  27. Santa Montefiore „Kuszenie Gracie”
  28. L.M. Montgomery „Błękitny zamek”
  29. Guillaume Musso „Ktoś inny”
  30. Robert Galbraith „Jewabnik”
  31. L.M. Montgomety „Ania na uniwersytecie”
  32. Marika Marta Kosakowska „Antydepresanty”
  33. Tadeusz Boy-Żeleński „Mity i zgrzyty” (niedokończona)
  34. Anna H. Niemczynow „Strażniczki moralności” 
  35. Nicolas Sparks „Zliczyć cuda” 
  36. Katarzyna Leżańska „Studnia życzeń”
  37. Katarzyna Michalak „Sklepik z niespodzianką. Lidka”
  38. Joanna Tekieli „Widunka” 
  39. Krystyna Mirek „Smak dubajskiej czekolady”
  40. Gabriela Gargaś „Wieczór taki jak ten” (przełom roku2025/2026)


2026-01-01

Szczęśliwego Nowego Roku 2026!

 

 🎉🥂🎇

Drodzy Czytelnicy bloga Fraszka & Books,

z okazji Nowego Roku życzę Wam zdrowia, spokoju
i wielu chwil wytchnienia z książką w ręku.

Niech każdy nowy dzień otwiera przed Wami kolejne historie,
inspirujące myśli i przestrzeń na refleksję.

Dziękuję, że jesteście częścią tej czytelniczej przestrzeni.
Szczęśliwego Nowego Roku!

Fraszka


2025-12-21

Krystyna Mirek „Smak dubajskiej czekolady”

 Kilka razy podchodziłam do książki Krystyny Mirek „Smak dubajskiej czekolady”. Brałam do ręki, czytałam opis na okładce i odkładałam. Czytałam już książki Krystyny Mirek i każda z nich była wciągająca. Ale jakoś tytuł mnie nie zachęcał, ani okładka, zbyt przesłodzona. Pomyślałam sobie, że to będzie takie lekkie i banalne czytadło. Ale bynajmniej tematy poruszane w niej do lekkich i przyjemnych nie należą. Przeczytałam ją bardzo szybko, za szybko, w dwa wieczory. A nie lubię zbyt szybko rozstawać się z bohaterami, których polubię. To niesamowicie sympatyczna książka, choć opowiadająca o smutnych w sumie wydarzeniach – rozwodzie, chorobie, biedzie. A mimo to pokrzepiająca. Momentami zabawna. I nawet kilka razy wybuchłam nad nią śmiechem.


To historia Hani i Radka, dwojga ludzi, których życie kiedyś połączyło, a potem bezlitośnie rozdzieliło. Ich drogi przecięły się znowu przypadkiem w pociągu. Ona - zmęczona codziennością, samotnym macierzyństwem i dźwiganiem całego świata na własnych barkach. On - z pozoru poukładany, ale jednak poraniony własnymi błędami i niedomówieniami sprzed lat. Oboje niosą w sobie żal, który przez lata zdążył się zasuszyć i pokryć kurzem, a mimo to nadal potrafi ugodzić w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

Do tego pojawia się Oliwia, dziewczyna, która jak mało kto potrafi wpaść w kłopoty oraz Oskar, który wszystko chciałby mieć pod kontrolą, lecz życie, jak to życie, nieustannie sprawdza jego odporność na chaos. Ta para jest jak lustrzane odbicie Hani i Radka. Ale dopiero na starcie, dopiero próbująca uchwycić, czym jest bliskość izaufanie.

I można by pomyśleć, że to kolejna powieść obyczajowa oparta na schemacie „wszyscy spotykamy się w jednym miejscu i magia robi swoje”. A jednak nie. Bo Mirek potrafi wyciągnąć z tych zwyczajnych, ludzkich historii coś bardzo prawdziwego. Tu nie ma fajerwerków, egzaltowanych wyznań ani naciąganych zbiegów okoliczności. Tu jest życie, trochę krzywe, trochę bolesne, pełne drobnych dramatów, które dla postaci stają się Himalajami.

Hania to kobieta, której się współczuje, której się kibicuje. Bo ile można dźwigać? Ile można rezygnować z siebie, żeby wszystkim wokół było trochę lżej? Radek to przykład faceta, który zrozumiał swoje błędy zdecydowanie za późno. I choć nie jest typem podrywacza ani złoczyńcy, to jednak życie zapłaciło mu za dawne zaniedbania.

Najpiękniejsze w tej książce jest to, że choć dotyka trudnych tematów: samotności, braku pieniędzy, ciężkiej choroby, rozpadu rodziny, to jednak daje ogromną porcję ciepła. Pokazuje, że nawet z największego życiowego zakrętu można wyjść, jeśli tylko człowiek pozwoli sobie na odrobinę nadziei. I że czasem obcy ludzie potrafią wyciągnąć do nas rękę szybciej i serdeczniej niż najbliżsi.

Przez większość historii miałam wrażenie, że siedzę obok tych bohaterów w tym pociągu, słucham ich rozmów, obserwuję, jak odkładają na bok dumę, strach i stare rany, by zrobić choć jeden krok w stronę lepszego życia.

To książka o tym, że nic nie jest dane raz na zawsze. O tym, że drugie szanse istnieją, ale nie spadają z nieba, trzeba je dostrzec, chwycić i mieć odwagę pójść dalej. O tym, że ludzie to kruche naczynia pełne sprzeczności, ale też potrafią zadziwić dobrocią. I wreszcie: o tym, że czasem życie wrzuca nas do jednego wagonu z kimś, od kogo uciekaliśmy pół życia, bo najwyraźniej mamy jeszcze coś do przepracowania.

To książka wciągająca, ciepła, mądra. I choć czyta się ją lekko, zostawia sporo do przemyślenia. Zdecydowanie jedna z tych książek, które warto przeczytać wtedy, gdy świat wydaje się trochę za ciężki, bo przypomina, że zawsze może być inaczej. A czasem nawet lepiej.


2025-12-18

Joanna Tekieli „Widunka"

 Po tę książkę sięgnęłam z ciekawości, ale i z pewną obawą. Słowiańskość, dawne czasy, osady, gusła: to wszystko zapowiadało opowieść, w której spodziewałam się sporo informacji o życiu dawnych Słowian, ich obyczajach, wierzeniach, codzienności. Liczyłam na więcej szczegółów dotyczących świata, w którym przyszło żyć bohaterom, na więcej tła, rytuałów, opisów zwyczajów. Tego elementu trochę mi zabrakło. A mimo to „Widunka” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Szybko okazało się, że nie jest to książka stricte historyczna ani etnograficzna, lecz przede wszystkim opowieść o człowieku. O byciu innym, wykluczonym, napiętnowanym. 

Akcja powieści toczy się w dawnych, słowiańskich czasach, w osadzie Wikliniec. Główną bohaterką jest Mira, młoda dziewczyna, która nie pasuje do świata, w jakim przyszło jej żyć. Jest inna, widzi więcej, czuje głębiej, chce więcj niż to, co ma na co dzień. Ma dar, a może przekleństwo, widzenia tego, czego inni nie chcą lub nie potrafią zobaczyć. Staje się widunką, kimś pomiędzy zwykłym człowiekiem a kimś, kogo się boi, komu się nie ufa, ale kogo jednocześnie się potrzebuje.

Mira opuszcza rodzinną osadę, bo chce zobaczyć coś więcej, wyrwać się z ciasnych ram narzuconych jej przez wspólnotę. Wyrusza w drogę, która jest nie tylko wędrówką przez obce ziemie, ale przede wszystkim przez własny lęk, samotność i bolesne dojrzewanie. Na swojej drodze poznaje Rocha, wędrownego dziada, postać z pozoru niepozorną, a jednak jedną z najciekawszych w całej powieści. To on uczy Mirę patrzeć na świat z dystansem, tłumaczy jej, jak walczyć z gusłami i zabobonami, które pogardliwie nazywa „głupidami”. Jego opowieści są jednocześnie mądre i gorzkie, chwilami zabawne, a chwilami boleśnie prawdziwe, pokazują, jak łatwo ludzie tłumaczą strachem to, czego nie rozumieją. 

Dziś też wiele osób walczy z zabobonami, ale wciąż wiele z nich w nie wierzy. Dziś też wiele osób odrzuca, to czego nie rozumie, nie zadając sobie trudu zrozumienia, poznania, a czasem włączenia po prostu zdrowego rozsądku. Weźmy choćby lęk przed osobami z niepełnosprawnościami, albo osądzanie u innych ich przekonań, postaw, a czasem tylko ubioru. 

Podczas swojej wędrówki Mira spotyka ludzi dobrych i złych, mądrych i okrutnych, takich, którzy chcą jej pomóc, i takich, którzy widzą w niej zagrożenie. To droga inicjacji, uczenia się, kim się jest, i ile trzeba zapłacić za bycie sobą w świecie, który nie toleruje inności.

To książka o tym, jak bardzo społeczność boi się tego, czego nie rozumie. O tym, że kobieta, która widzi, wie i czuje więcej, zawsze będzie zagrożeniem dla świata opartego na sile i strachu. Mira nie jest bohaterką, którą da się jednoznacznie polubić. Jest uparta, impulsywna, czasem naiwna. I właśnie przez to prawdziwa.

Tekieli nie idealizuje dawnych czasów. Oprócz sielankowych ognisk, miłych starców i mądrych kapłanek, jest też głód, przemoc, strach, choroby i śmierć. Nie jest to lektura „na poprawę humoru”. Ale to książka, która zostaje w głowie. I w sercu. Długo po przeczytaniu ostatniej strony.


2025-12-14

Katarzyna Michalak „Sklepik z niespodzianką. Lidka”

 Książka Katarzyny Michalak „Sklepik z niespodzianką. Lidka” to taki powrót po latach do dobrze znanego miejsca i bohaterów. Pierwszy tom „Sklepiku z niespodzianką. Bogusia” przeczytałam w 2013 roku, drugi tom „Sklepik z niespodzianką. Adela” przeczytałam w 2017 roku. Pamiętałam klimat Pogodnej, picie czekolady, kobiece rozmowy przy stole i to charakterystyczne dla autorki połączenie lekkości z tematami, które wcale lekkie nie są. Sięgając po trzeci tom: „Sklepik z niespodzianką. Lidka” byłam ciekawa, jak potoczą się losy bohaterki, która od początku serii wydawała mi się jedną z najbardziej poranionych.


I nie zawiodłam się. Jak zwykle powieści Katarzyny Michalak czyta się szybko, lekko, ale treść zostaje w głowie na dłużej. Niby prosta fabuła, niby obyczajowa historia z małego miasteczka, a jednak to „niby” robi ogromną różnicę. To książka znacznie cięższa emocjonalnie niż poprzednie tomy. Tu nie chodzi już tylko o miłość, romanse i życiowe zakręty, ale o niespełnione macierzyństwo, zazdrość, poczucie niesprawiedliwości i granice, których człowiek nigdy nie sądził, że może przekroczyć.

Tym razem główną bohaterką jest Lidka Malinowska, weterynarz, znana i lubiana w Pogodnej, przyjaciółka Bogusi, Adeli, Konstancji i Stasi. Lidka z pozoru wszystko ma: pracę, dom, ludzi wokół siebie. A jednak w środku nosi pustkę, która z każdym kolejnym miesiącem staje się coraz trudniejsza do zniesienia. Jej największym marzeniem jest chcęć posiadania własnego dziecka, ale marzeniem, które nie chce się spełnić. I to właśnie ten niespełniony głód macierzyństwa popycha Lidkę w stronę decyzji, które ranią innych i ją samą.

To, co bardzo cenię u Michalak, to fakt, że nie ocenia swoich bohaterek. Lidka nie jest idealna. Jest momentami egoistyczna, impulsywna, rozżalona. Czasem miałam ochotę nią potrząsnąć i powiedzieć: „opanuj się”. Ale jednocześnie rozumiałam jej rozpacz. Bo jak długo można być tą „silną”, kiedy los konsekwentnie mówi „nie”? W tle oczywiście pojawiają się dobrze znane postaci. Bogusia, właścicielka Sklepiku z Niespodzianką, nadal ciepła, serdeczna i próbująca sklejać świat dobrym słowem i czekoladą, a jednocześnie przeżywająca sercowe rozterki. Adela, jak zwykle barwna, pełna energii, trochę femme fatale, ale zawsze w działaniu i chęci niesienia pomocy innym. Konstancja, niezmiennie niedojrzała, wymagająca pomocy. Stasia, spokojna, mądra, wspierająca, taka, jaką chciałoby się mieć obok w trudnych chwilach.

„Sklepik z niespodzianką. Lidka” pokazuje, że przyjaźń to nie tylko wspólne śmiechy przy kawie i serniku, ale także umiejętność postawienia granic, powiedzenia „dość” i zmierzenia się z cudzym bólem, który czasem zaczyna zatruwać wszystko wokół. To nie jest książka tak „słodka” jak pierwszy tom. Tu mniej przepisów, mniej cukru, więcej goryczy. Ale ta gorycz jest potrzebna. Bo życie nie zawsze przypomina słodką czekoladę, czasem jest po prostu gorzkie. 

Jak zwykle u Michalak, fabuła nie jest oczywista, a zakończenie nie przynosi łatwego ukojenia. Nie ma tu prostych odpowiedzi ani klasycznego happy endu. Jest za to prawda o emocjach, o kobiecych pragnieniach, o tym, jak łatwo przekroczyć cienką granicę między marzeniem a obsesją. To książka, która boli. Ale boli w taki sposób, że po jej przeczytaniu człowiek zaczyna bardziej uważać na innych. I na siebie.

Polecam szczególnie tym, którzy znają wcześniejsze tomy serii, bez nich „Lidka” nie wybrzmi w pełni. A jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z Pogodną, to niech wie: to nie jest tylko ciepła opowieść o sklepiku. To historia o kobietach, prawdziwych z krwi i kości oraz bardzo skomplikowanych uczuciach.


2025-12-13

Katarzyna Leżeńska „Studnia życzeń”

 Książka Katarzyny Leżeńskiej „Studnia życzeń” trafiła do mnie właściwie przez przypadek. Kilka miesięcy temu przywiozłam ją od siostry i tak sobie czekała na półce. Miała być lekką odskocznią, książką „na jeden wieczór”. Tymczasem okazało się, że to nie takie zwykłe „babskie czytadełko”, choć na pierwszy rzut oka można by ją tak zaszufladkować. 

Główna bohaterka, Hanka, jest kobietą z krwi i kości. Twardą, choć na pierwszy rzut oka zagubioną. Taką, która więcej trzyma w środku, niż pokazuje światu. I gdy trafia do domu dziadków, to wiadomo, że nie przyjechała tu po to, żeby sobie zrobić wiejski reset, tylko po to, by poznać historię swojej babci - Rozalii i jej siostrze Juli, które przedwojenną młodość spędziły na podlaskiej wsi. A jednoczesnie by przepracować swoje problemy. Poznajemy jej wahania, to jej wieczne „muszę, ale nie chcę”, to targowanie się z własnym życiem. Ile z nas tak ma? Ile z nas stoi nad taką symboliczną studnią i zamiast wrzucić monetę i powiedzieć głośno, czego naprawdę pragniemy, to dłubiemy w kieszeni i udajemy, że niczego nie potrzebujemy? Czasem łatwiej jest żyć z poczuciem straty niż z ryzykiem, że coś może się zmienić. A Hanka ma w perspektywie miłość, która przychodzi nie wtedy, kiedy na nią czeka, ale zupełnie niespodziewanie, gdy nie jest na nią gotowa.

Leżeńska pisze lekko, ale nie płytko. Ma humor (dawno już nie śmiałam się tak głośno i tak serdecznie nad książką), ale nie robi komedii. Potrafi wzruszyć, ale nie szantażuje emocjonalnie. I to mi się w tej książce najbardziej podobało, że nie robi z czytelnika idioty. Że ta „studnia życzeń” nie spełnia marzeń jak w taniej bajce, tylko zmusza, by bohaterka (i my razem z nią) zrozumiała, co tak naprawdę ją ogranicza.

To opowieść o tym, że czasem trzeba wyjechać z własnego życia, żeby w końcu do niego wrócić. O tym, jak łatwo przegapić to, co istotne, bo człowiek utknął w swojej przeszłości jak owad w bursztynie. O tym, że życzliwości można się nauczyć od ludzi, którzy sami nie mają zbyt wiele. I o tym, że nowe początki rzadko wyglądają tak, jak powinny. Ale i tak warto w nie wejść. 

Czy końcówka jest przewidywalna? Niezupełnie. Czy książka wciąga? O tak, połknęłam ją szybciej, niż planowałam. Jeśli ktoś szuka historii lekkiej, ale nie głupiej; ciepłej, ale nie przesłodzonej; życiowej, ale nie przygnębiającej, „Studnia życzeń” jest dokładnie tym, czego trzeba, gdy w człowieku coś się kończy, a coś innego dopiero próbuje się zacząć.


2025-12-12

Marika Marta Kosakowska „Antydepresanty”

 Ksiażka Mariki Marty Kosakowskiej „Antydepresanty” przelezała u mnie kilka lat (od 15 czerwca 20219 roku) na półce, aż w końcu doczekała się moejej uwagi. Kupiłam ją na koncercie Mariki, gdy jeszcze mieszkałam w Warszawie. 


Książka jest trochę zapisem dochodzenia do stanu obecnego (czyli 2016 - rok wydania książki) w karierze muzycznej Mariki. Znajdziemy tu jej opowieści, jak to wszystko się zaczęło i jak toczyło. Są wzloty i upadki, jak w żcyiu każdgo człowieka. Są tu także jej teksty piosenek.

Polecam ją bardzo serdecznie każdemu, kto chce podnieść się na duchu, a ma gorsze dni. Niesie ona bardzo pozytywny przekaz, że nasze zdrowie psychiczne mamy we własnych rękach, a raczej myślach. W dużej mierze od jakości naszych myśli oraz od naszych reakcji, zależy to jak się czujemy. Więc jeśli ktoś nam zajedzie drogę, albo w jaki kolwiek inny sposób podniesie ciśnienie, to najpierw 3 oddechy i uspokojenie emocji i odpuszczenie. Bo czy naprawdę warto poświęcać swoją energię na puste gesty i złe słowa? 


2025-12-10

Anna H. Niemczynow „Strażniczki moralności”

 Na ksiażkę Anny H. Niemczynow „Strażniczki moralności” trafiłam przypadkiem. Nic nie wiedziałam o autorce, ani o jej twórczości. To nie lekka i przyjemna lektura. Czasem jednek warto przeczytać powieść o poważniejszym temacie. 

 

Książka przedstawia historię Jagi Branson - kobiety, która na pierwszy rzut oka ma wszystko: sukces zawodowy, stabilny dom, udany związek, bliską relację z córką. Jednak pomimo pozornego spokoju i sukcesów, Jaga zmaga się z ciężką, niezaleczoną raną, traumą po relacji z matką. Matka, osoba, która powinna kochać i wspierać bezwarunkowo, w rzeczywistości nigdy jej nie kochała. Do tego dołączają tzw. „strażniczki moralności” - przyjaciółki matki, które śledzą każdy krok Jagi i komentują jej życie, wybory i decyzje w mediach społecznościowych. W efekcie Jaga, choć z pozoru silna i spełniona, nosi w sobie wielki ból. Powieść pokazuje, jak toksyczne relacje, krytyka i brak akceptacji w rodzinie potrafią ranić głęboko, a te rany odbijają się na życiu dorosłej osoby. 

„Strażniczki moralności” to także opowieść o walce o prawa do własnego życia, decyzji i samopoznania. To historia o odcinaniu się od przeszłości, o świadomym wyborze, by nie pozwolić raniącym relacjom dalej rządzić emocjami i życiem. To opowieść o potrzebie miłości, akceptacji, o traumie, która, choć bolesna, nie musi definiować całego życia. Książka jest trudna, emocjonalna, momentami bolesna, ale też niesie nadzieję. Ukazuje, że możliwa jest transformacja: zerwanie z destrukcyjną przeszłością i odzyskanie spokoju.


2025-11-27

Nicolas Sparks „Zliczyć cuda”

 Ilekroć widzę nową ksiażkę Nicolasa Sparksa, wiem, że prędzej czy później ją przeczytam. Biblioteka Publiczna w mojej wsi zamawia sporo nowości, więc po jakimś czasie od ukazania się książki na rynku, znalazła się w moich rękach. I przyznam, że jest to Sparks w swoim najlepszym wydaniu - czyli jest słodko-gorzko. Zupełnie, jak w życiu. Momenty radości przeplatane są okresami cierpienia. Czasem wydaje się, że cierpienie nigdy się nie skończy, ale i ono, jak wszystko, kiedyś mija. 

Mamy tu troje głównych bohaterów: byłego żołnieża Tannera Hughesa, samotną matkę i lekarza - Kaitlyn Cooper oraz 83-letni samotnego mężczyznę - Jaspea, zmagającego się z dramatyczną przeszłością. 

Tanner Hughes po śmierci babci, która go wychowywała, otrzymuje od niej ostatnią prośbę i prawdę o swoim pochodzeniu. Dowiaduje się, że jego biologiczny ojciec istnieje i mieszka w mieście Asheboro,  w Północnej Karolinie. Postanawia więc udać się tam, by go odnaleźć. W miasteczku niespodziewanie jego auto zostaje uszkodzone w zderzeniu z samochodem prowadzonym przez nastolatkę, córkę Kaitlyn. Tak Tanner poznaje samotną matką. Natomiast Jasper samotnie żyje w odosobnieniu. Przez lata nosi w sobie bolesne wspomnienia. Kiedy dowiaduje się, że w lesie pojawił się tajemniczy, rzekomo legendar­ny, biały jeleń, postanawia go chronić przed kłusownikami. W miarę rozwoju akcji losy Tannera, Kaitlyn i Jaspera zaczynają się ze sobą splatać. Ich historie to, z jednej strony, poszukiwanie tożsamości, rodziny i przynależności, a z drugiej - szukanie nadziei, odkupienia i drugiej szansy. 

Powieść porusza tematy traumy, straty, samotności, ale też - miłości, przebaczenia i „cudów”, które mogą nadejść niespodziewanie. W rezultacie, mimo bólu i przeszłości, bohaterowie dostają szansę na nowe życie. To piękna opowieść o miłości, przyjaźni, szacunku, odpowiedzialność i wiarze w sens, drugą szansę, w to, że rodzina to nie tylko więzy krwi. 

Nie spodziewałam się, że znajdę w tej książce tak wiele cytatów z Biblii, która przez większość życja Jaspera i jego ojca była dla nich drogowskazem. Doceniam, że w 2025 roku biblijne toposy są inspiracją dla współczesnej literatury. Niejako wprost widzimy, że życie Jaspera jest niemal bliźniaczo podobne do losów biblijnego Hioba. 


2025-10-16

Rosamunde Pilcher „Wrzesień”

 Wspaniale mi się czytało „Wrzesień” Rosamunde Pilcher. Sama historia jest wciągająca, nieco jak dobry kryminał, w którym powoli dochodzimy do prawdy. Wciagają nie tylko losy Pandory, ale też pozostałych bohaterów: Violet, Virginii, Vereny, Isobel, Edie, a także ich mężów. Mamy coraz dłuższe wieczory i potencjalnie więcej czasu na czytanie. Zachęcam do sięgnięcia do tej książki. Może wyszperacie ją w jakiejś publicznej bibilotece. 


„Wrzesień” Rosamunde Pilcher to powieść, w której codzienność szkockiej prowincji splata się z wielkimi emocjami i skomplikowanymi losami kilku rodzin. Pretekstem do spotkania staje się bal wydany przez Verenę Steynton dla jej córki Katy – wydarzenie, które ma być świętem radości i tradycji, a zarazem otwiera drzwi do dawnych wspomnień, skrywanych uraz i sekretów sprzed lat. Verena, pełna energii i zamiłowania do życia towarzyskiego, wprowadza atmosferę wyczekiwania i niepokoju, bo zaproszeni goście niosą ze sobą więcej niż tylko uprzejme uśmiechy.

Na kartach powieści spotykamy rodzinę Airdów – doświadczoną i mądrą Violet, która jak nikt inny rozumie wagę pamięci i tradycji. Jej syn Edmund, człowiek odpowiedzialny i poważny, stara się łączyć powinności z osobistym szczęściem, choć jego młoda żona Virginia nie zawsze znajduje pełną akceptację otoczenia. Alexa, córka Edmunda z pierwszego małżeństwa, wkracza w dorosłość z odwagą i niezależnością, a Henry, jej młodszy brat, wciąż poszukuje własnej drogi, nieco zagubiony w cieniu rodzinnych oczekiwań. W tle obecna jest także Edie, bliska przyjaciółka Airdów, wnosząca do ich życia prostą, lecz niezwykle ważną życzliwość.

Nie mniej ważne są losy Balmerinów – statecznego Archiego i ciepłej, serdecznej Isobel, których dom od lat pozostaje ostoją przyjaźni i stabilności. Jednak to powrót Pandory, siostry Archiego, burzy spokój i przypomina, że przeszłość nigdy naprawdę nie odchodzi. Jej nagłe pojawienie się staje się katalizatorem dla wielu emocji – od nostalgii po niepokój. 

Pilcher z właściwą sobie czułością i dbałością o szczegół kreśli te portrety, tworząc świat, w którym czytelnik niemal czuje zapach wrzosowisk, widzi rozległe szkockie pejzaże i słyszy echa dawnych historii. Wrzesień staje się tu nie tylko nazwą miesiąca, ale i symbolem – czasem przejścia, bilansu i nowych początków. To opowieść o rodzinie, miłości i przebaczeniu – o tym, że przeszłość zawsze prędzej czy później daje o sobie znać, a spotkanie po latach może odmienić bieg wielu życiorysów.


2025-10-10

Robert Galbraith "Jedwabnik"

 Dawno temu przeczytałam pierwszy tom opowieści o detektywie Cormoranie Strike'u pt.: "Wołanie kukułki" autorstwa Roberta Galbraitha. Autorką jest J.K. Rowling - Robert Galbraith to pseudonim. Pamiętałam, że świetnie mi się ją czytało i gdy "Jedwabnik" wpadł mi w ręce, postanowiłam też ją przeczytać, choć na półce stała całe lato i dopiero teraz się za nią zabrałam. 


„Jedwabnik” Roberta Galbraitha to mroczna i wciągająca opowieść kryminalna, w której prywatny detektyw Cormoran Strike staje przed wyjątkowo makabrycznym wyzwaniem. Początkowo sprawa zniknięcia ekscentrycznego pisarza Owena Quine’a wydaje się rutynowym zleceniem, ale szybko okazuje się, że kryje w sobie sieć sekretów, urażonych ambicji i literackich obsesji. Rękopis zmarłego, pełen zjadliwych portretów znajomych, otwiera galerię podejrzanych, a każdy z nich ma coś do stracenia.

Galbraith w mistrzowski sposób splata śledztwo ze światem literackim, pokazując jego ciemniejsze oblicze. Napięcie narasta z każdym tropem, a finał nie pozwala oderwać się od lektury. Szczególnie podoba mi się to, jak subtelnie rozwija się tutaj relacja między Cormoranem a Robin – wolno, ostrożnie, ale z wyczuwalną głębią. To dodaje opowieści ludzkiego wymiaru i sprawia, że czytelnik kibicuje im nie tylko w pracy, ale i w życiu osobistym. 

Czy Strike’owi uda się rozwikłać tę zagadkę i odkryć, kto dopuścił się tak okrutnej zbrodni? Odpowiedź prowadzi przez mroczne korytarze ludzkiej zazdrości, pychy i zemsty.


2025-10-09

Paulo Coelho "Alchemik" po 16 latach

 Do „Alchemika” Paulo Coelho wróciłam po kilkunastu latach i to doświadczenie okazało się niezwykle poruszające. Kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy, pełna byłam młodzieńczych marzeń i złudzeń. Teraz, bogatsza o doświadczenia i mądrość dorosłości, odkryłam ją na nowo. Co ciekawe – wciąż działa ta sama magia. Wciąż uwodzi mnie opowieść o wędrówce, o poszukiwaniu swojego miejsca i o tym, że świat stoi otworem przed tymi, którzy mają odwagę marzyć.


Głównym bohaterem „Alchemika” jest Santiago – młody pasterz z Andaluzji, który marzy o odnalezieniu skarbu ukrytego w Egipcie. Jego podróż, początkowo czysto materialna, zamienia się w duchowe poszukiwanie sensu życia. Santiago symbolizuje człowieka odważnego, gotowego podążać za swoimi marzeniami i wierzyć w moc serca. Na jego drodze pojawiają się przewodnicy i towarzysze. Król Salem, Melchizedek, uświadamia mu, że każdy człowiek ma swoją „Własną Legendę” – czyli drogę, którą powinien podążać, by osiągnąć spełnienie. Anglik, spotkany w oazie, reprezentuje racjonalne i naukowe podejście do świata, co stanowi kontrast dla intuicji i doświadczeń Santiago. Jedną z kluczowych i tytułową postacią jest Alchemik – mędrzec, który pomaga bohaterowi zrozumieć, że największy skarb ukryty jest w nim samym. To dzięki jego naukom Santiago odkrywa odwagę, by zaufać swojemu sercu i odnaleźć prawdę o sobie. Ważną rolę odgrywa również Fatima, kobieta, którą Santiago poznaje na pustyni. Jej miłość pokazuje, że prawdziwe uczucie nie zatrzymuje w drodze, lecz wspiera i daje siłę do dalszej wędrówki. To spotkanie uświadamia bohaterowi, że marzenia i miłość mogą iść ze sobą w parze.

Ta historia przypomina, że skarby nie zawsze kryją się w dalekich krainach, lecz często tkwią w nas samych. I że to właśnie odwaga – cnota, która popycha nas do przodu – sprawia, iż jesteśmy w stanie zrobić pierwszy krok, a potem kolejny i następny. To książka, która nie traci blasku nawet po latach i daje nadzieję, że niezależnie od wieku zawsze można ruszyć w drogę ku własnym marzeniom. Tylko kogo z nas stać na porzucenie wszystkiego i podążanie za marzeniem? Owszem są tacy ludzie, nawet w dzisiejszych czasach. Ale umówmy się, to jednostki. A każdy z nas powołany jest do odkrycia swojej legendy. Czy to robimy? 


2025-10-08

Rosamunde Pilcher "Powrót do domu"

 "Powrót do domu" to jedna z moich ulubionych powieści Rosamunde Pilcher. Polubiłam główną bohaterkę - Judytę, ale też jej szkolną koleżankę - Loveday, która staje się jej przyjaciółką, a także rodziców Loveday i przyjaciół domu. Kibicowałam Judycie we wszytskich poczynaniach. I cieszyłam się, że książka ma kilkaset stron, bo gdy polubię bohaterów, to nie lubię się za szybko z nimi rozstawać. 


„Powrót do domu” Rosamunde Pilcher to piękna, wielopokoleniowa opowieść o dorastaniu, dojrzewaniu do uczuć i odkrywaniu swojego miejsca w świecie. Losy Judyty, którą poznajemy jako nieco zagubioną nastolatkę, a żegnamy jako dojrzałą, młodą kobietę, wciągają czytelnika od pierwszych stron. Kornwalia – ze swoimi klifami, morzem i rozległymi posiadłościami – staje się tłem zarówno dla chwil szczęścia, jak i dramatycznych wydarzeń, które zmieniają bieg życia bohaterki.

Pilcher subtelnie pokazuje, jak wojna, utrata bliskich, przyjaźnie i miłości kształtują Judy­tę. Wraz z nią przechodzimy przez lata niepewności, bólu, ale i nadziei, że po trudnych chwilach przychodzi czas odrodzenia. To powieść ciepła i wzruszająca, pełna ludzkich emocji, która przypomina, że nawet w najciemniejszych momentach można odnaleźć drogę do domu – tego prawdziwego, w sensie nie tylko miejsca, ale i ludzi, którzy tworzą nasze życie.


2025-10-07

Rebecca Yarros „Rzeczy, których nie dokończyliśmy”

Książkę tę czytałam jakoś na początku roku, ale pamiętam doskonale fabułę i bohaterów. Świetna jest zwłaszcza ta część, która mówi o II Wojnie Światowej i młodzieńczych losach babci głównej bohaterki. To opowieść, która chwyta za serce od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać. 


Rebecca Yarros w powieści „Rzeczy, których nie dokończyliśmy” zabiera czytelnika w podróż przez czas, w której teraźniejszość splata się z przeszłością, a miłość okazuje się siłą silniejszą niż upływ lat. Georgia Stanton, prawnuczka słynnej pisarki romansów, niespodziewanie staje przed zadaniem ocalenia dorobku swojej prababki Scarlett. Nie chodzi jednak tylko o literackie dziedzictwo – wraz z niedokończonym rękopisem na światło dzienne wychodzi tajemnica uczucia, jakie autorka skrywała przez całe życie.

Na drodze Georgii staje Noah Harrison, charyzmatyczny i arogancki pisarz, z którym musi zmierzyć się nie tylko przy biurku, ale i w życiu. Początkowa niechęć szybko ustępuje miejsca fascynacji, a wspólna praca nad książką prowadzi ich ku odkryciu ponadczasowej historii miłosnej Scarlett i pilota Jamesona z czasów II wojny światowej.

To powieść o sile słów, o odwadze do kochania mimo przeciwności i o tym, że czasami to właśnie niedokończone rozdziały nadają życiu najwięcej znaczenia.