2026-03-22

Lucinda Riley „Sekret listu”

 Sięgnęłam po książkę "Sekret listu" autorstwa Lucindy Riley, zachęcona zapowiedzią historii o zakazanej miłości, tajemnicy sprzed lat i sekrecie, który może wstrząsnąć samymi fundamentami monarchii. Już od pierwszych stron dałam się wciągnąć w świat pełen niedopowiedzeń, emocji i napięcia, które stopniowo narasta wraz z rozwojem fabuły.

Punktem wyjścia powieści jest śmierć wybitnego aktora Jamesa Harrisona, która porusza opinię publiczną w Wielkiej Brytanii. Na jego pogrzeb trafia dziennikarka Joanna Haslam, gdzie spotyka tajemniczą starszą kobietą. To spotkanie całkowicie zmienia bieg wydarzeń. Właśnie wtedy Joanna staje przed szansą odkrycia sekretu, który przez lata był skrzętnie ukrywany.

Centralnym motywem książki jest list miłosny, niepozorny, a jednocześnie niezwykle niebezpieczny. To wokół niego budowana jest cała intryga. Jego treść może mieć konsekwencje sięgające najwyższych szczebli władzy. Autorka bardzo sprawnie prowadzi narrację, stopniowo odsłaniając kolejne fragmenty historii i przeplatając teraźniejszość z wydarzeniami z przeszłości. Dzięki temu czytelnik przez cały czas pozostaje w napięciu, próbując samodzielnie połączyć wszystkie wątki.

Postać Joanny Haslam została wykreowana bardzo wiarygodnie. Na początku poznajemy ją jako ambitną dziennikarkę skupioną głównie na swojej karierze, jednak wraz z odkrywaniem prawdy zaczyna dostrzegać, że nie wszystko można sprowadzić do sensacji i nagłówków. Jej przemiana jest subtelna, ale wyraźna i stanowi jeden z ciekawszych elementów powieści.

Styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze, co sprawia, że książkę czyta się szybko i z dużym zaangażowaniem. Mamy tu co najmniej dwa twisty, które pozwalają mysleć, że to koniec i nie dowiemy się kto i po co napisał sekretny list.

„Sekret listu” to opowieść o tym, że przeszłość potrafi powracać w najmniej spodziewanym momencie, a jedno wydarzenie może wpłynąć na życie wielu ludzi. To także historia o miłości, która nie zna granic czasu, oraz o prawdzie, która, choć ukrywana przez lata, prędzej czy później wychodzi na jaw. Książka z pewnością przypadnie do gustu czytelnikom lubiącym emocjonalne historie z nutą tajemnicy i odrobiną historycznego tła.


2026-03-21

Paige Toon „Siedem razy lato”

 „Siedem razy lato” Paige Toon to jedna z tych książek, które wydają się lekkie i typowo „wakacyjne”, a potem okazuje się, że pod tą całą kornwalijską scenerią kryje się całkiem spory ładunek emocji. I co najważniejsze, to książka, od której naprawdę ciężko się oderwać, bo chcesz wiedzieć, co się wydarzy kolejnego lata.


Akcja rozgrywa się w malowniczej Kornwalii. I trzeba przyznać, że klimat jest tu ogromnym atutem. Surowe wybrzeże, wiatr, wrzosy, małe miasteczko, gdzie wszyscy się znają. W takim miejscu poznajemy Liv i Finna, którzy kilka lat wcześniej spotkali się przypadkiem i od razu poczuli, że to „to”. Jedna noc zmieniła wszystko, nie tylko przez uczucie, które się między nimi pojawiło, ale też przez tragedię, która ich połączyła jeszcze mocniej.

Tyle że życie nie jest bajką. Finn wraca do Los Angeles, gdzie rozwija karierę muzyczną, a Liv zostaje na miejscu, przy rodzinie i swoim życiu. Umawiają się więc na coś, co z jednej strony jest romantyczne, a z drugiej, dość bolesne: że będą spotykać się raz w roku, latem. Jedno lato, jeden czas, jedno uczucie. Odkładane i przeżywane od nowa.

I wszystko pewnie toczyłoby się dalej w ten sam sposób, gdyby nie pojawienie się Toma. Spokojnego, bardziej obecnego, takiego „tu i teraz”. I nagle Liv zaczyna widzieć, że życie może wyglądać inaczej. Że miłość nie musi oznaczać czekania, tęsknoty i corocznego łamania sobie serca.

Liv nie jest niezdecydowaną dziewczyną, tylko kimś, kto naprawdę próbuje zrozumieć siebie i to, czego chce od życia. Finn, choć momentami można mieć do niego żal, jest postacią, którą się rozumie. A Tom… to jeden z tych bohaterów, którzy z pozoru są spokojni i poukładani, ale kryją w sobie historię, która potrafi zaskoczyć.

To książka o miłości, ale nie takiej oczywistej. O tej, która nie zawsze przychodzi w odpowiednim momencie. O tej, która wymaga czekania, czasem zbyt długiego. I o tej, która daje spokój, choć niekoniecznie jest tak spektakularna. Książka zostawia po sobie coś więcej niż tylko wrażenie letniej historii. Jest w niej tęsknota, trochę bólu, ale też nadzieja. To historia o wyborach, które nie mają dobrych rozwiązań. 


2026-03-20

Rebecca Yarros „Wariacja”

 Rebecca Yarros „Wariacja” to książka, od której naprawdę ciężko się oderwać. Niby historia o miłości i powrotach do przeszłości, ale podana w taki sposób, że człowiek czyta „jeszcze jeden rozdział”… i nagle robi się noc. I choć nie jest to najlżejsza opowieść, to ma w sobie coś, co przyciąga: emocje, które są prawdziwe i nieprzerysowane.

Główną bohaterką jest Allie Rousseau, baletnica światowej klasy, która przez lata żyła pod ogromną presją. Perfekcja była dla niej obowiązkiem, nie wyborem. Matka wymagała od niej wszystkiego, bez względu na koszt, a Allie płaciła tę cenę swoim ciałem, psychiką, całym życiem. Kiedy kontuzja przekreśla jej karierę, wraca do rodzinnego domu, miejsca, które zamiast spokoju przynosi wspomnienia, przed którymi tak długo uciekała. I właśnie tam znowu pojawia się Hudson Ellis, ratownik Straży Przybrzeżnej, człowiek działający instynktem, przyzwyczajony do podejmowania decyzji w ułamku sekundy. Kiedyś był dla Allie kimś najważniejszym. Kimś, kto potrafił być we właściwym miejscu i czasie. Aż do momentu, gdy po prostu zniknął, zostawiając ją bez słowa i bez wyjaśnień.

Ich relacja to nie jest prosta historia „spotkali się i wszystko wróciło na swoje miejsce”. Tu jest żal, niedopowiedzenia, pretensje i coś jeszcze, uczucie, które mimo upływu lat wcale nie wygasło. I kiedy do drzwi Allie puka siostrzenica Hudsona, szukająca swojej biologicznej matki, wszystko zaczyna się na nowo komplikować. Przeszłość, którą oboje próbowali zamknąć, wraca ze zdwojoną siłą.

To, co bardzo mi się w tej książce podobało, to sposób, w jaki Yarros pokazuje bohaterów. Allie nie jest tylko „tą skrzywdzoną baletnicą”. Jest silna, ale jednocześnie pogubiona, próbuje na nowo zdefiniować siebie bez tańca, który był całym jej światem. Hudson z kolei to nie tylko „ten, który odszedł”. To mężczyzna z własnymi tajemnicami, który zapłacił wysoką cenę za swoje decyzje.

„Wariacja” to książka o tym, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość. O tym, że czasem jedna decyzja zmienia wszystko. I że nie zawsze dostajemy drugą szansę, a jeśli już, to nie taką, jakiej byśmy chcieli. Po przeczytaniu tej książki zaczełam myśleć o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla marzeń, i czy warto trzymać się ich za wszelką cenę. Polecam jako lekturę nie tylko miłośnikom baletu ;-)


2026-03-05

Santa Montefiore „Spotkamy się pod drzewem ombu”

 To jedna z tych książek, które wciągają powoli, ale konsekwentnie, a potem orientujesz się, że odkładasz wszystko inne, bo chcesz wrócić do bohaterów i ich świata. I bardzo dobrze, że ta powieść ma ponad 500 stron, bo ja lubię przebywać z bohaterami, których polubię. A tu naprawdę jest z kim pobyć.



Akcja „Spotkamy się pod drzewem ombu” rozgrywa się głównie w Argentynie, na rozległym, rodzinnym ranczu, gdzie tytułowe drzewo ombu staje się symbolem pamięci, miłości i rodzinnych tajemnic. To saga rodzinny Solanas, obejmująca kilka pokoleń. Członkowie rodziny Solanas są liczni, barwni, często niejednoznaczni; każdy z nich wnosi do opowieści własny ból, marzenia i sekrety. To przede wszystkim opowieść o namiętnościach, wyborach, które mają konsekwencje na całe życie, i sekretach, które nigdy nie zostają naprawdę pogrzebane. To także historia miłości, tej pierwszej, wielkiej i tej, która przychodzi później, często wtedy, gdy człowiek nie bardzo już w nią wierzy. Montefiore pokazuje, jak przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość, jak dzieci dziedziczą nie tylko majątek, ale też emocjonalne długi swoich rodziców. To opowieść o miłości, ale nie tej cukierkowej. Raczej o miłości trudnej, czasem bolesnej, często niespełnionej. O rodzinie, która potrafi być jednocześnie bezpieczną przystanią i źródłem największych ran. O kobietach silnych, ale niepozbawionych wątpliwości, oraz o mężczyznach, którzy nie zawsze potrafią udźwignąć konsekwencje własnych decyzji.

Santa Montefiore ma dar opowiadania historii w taki sposób, że człowiek czuje zapach kurzu na ranczu, upał argentyńskiego słońca i emocje buzujące pod powierzchnią codziennych rozmów.

Polecam szczególnie tym, którzy lubią długie, wielowątkowe historie, rodzinne sagi i książki, które pozwalają na chwilę uciec do innego świata bez poczucia, że to czas stracony.