„Siedem razy lato” Paige Toon to jedna z tych książek, które wydają się lekkie i typowo „wakacyjne”, a potem okazuje się, że pod tą całą kornwalijską scenerią kryje się całkiem spory ładunek emocji. I co najważniejsze, to książka, od której naprawdę ciężko się oderwać, bo chcesz wiedzieć, co się wydarzy kolejnego lata.
Akcja rozgrywa się w malowniczej Kornwalii. I trzeba przyznać, że klimat jest tu ogromnym atutem. Surowe wybrzeże, wiatr, wrzosy, małe miasteczko, gdzie wszyscy się znają. W takim miejscu poznajemy Liv i Finna, którzy kilka lat wcześniej spotkali się przypadkiem i od razu poczuli, że to „to”. Jedna noc zmieniła wszystko, nie tylko przez uczucie, które się między nimi pojawiło, ale też przez tragedię, która ich połączyła jeszcze mocniej.
Tyle że życie nie jest bajką. Finn wraca do Los Angeles, gdzie rozwija karierę muzyczną, a Liv zostaje na miejscu, przy rodzinie i swoim życiu. Umawiają się więc na coś, co z jednej strony jest romantyczne, a z drugiej, dość bolesne: że będą spotykać się raz w roku, latem. Jedno lato, jeden czas, jedno uczucie. Odkładane i przeżywane od nowa.
I wszystko pewnie toczyłoby się dalej w ten sam sposób, gdyby nie pojawienie się Toma. Spokojnego, bardziej obecnego, takiego „tu i teraz”. I nagle Liv zaczyna widzieć, że życie może wyglądać inaczej. Że miłość nie musi oznaczać czekania, tęsknoty i corocznego łamania sobie serca.
Liv nie jest niezdecydowaną dziewczyną, tylko kimś, kto naprawdę próbuje zrozumieć siebie i to, czego chce od życia. Finn, choć momentami można mieć do niego żal, jest postacią, którą się rozumie. A Tom… to jeden z tych bohaterów, którzy z pozoru są spokojni i poukładani, ale kryją w sobie historię, która potrafi zaskoczyć.
To książka o miłości, ale nie takiej oczywistej. O tej, która nie zawsze przychodzi w odpowiednim momencie. O tej, która wymaga czekania, czasem zbyt długiego. I o tej, która daje spokój, choć niekoniecznie jest tak spektakularna. Książka zostawia po sobie coś więcej niż tylko wrażenie letniej historii. Jest w niej tęsknota, trochę bólu, ale też nadzieja. To historia o wyborach, które nie mają dobrych rozwiązań.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz