2017-12-17

Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie"

Czy jedna jakaś decyzja z dzieciństwa może wpłynąć na całe życie? Okazuje się, że tak - i niekoniecznie potrzebujemy do tej wiedzy czytać książki, wystarczy spojrzeć wstecz na swoje życie i takich momentów znajdziemy wiele. Główna bohaterka tej powieści - Zosia Krasnopolska jedną błahą decyzją przypieczętowała swój los. Kiedyś zdecydowała, że pójdzie na wagary i tym samym związała swój los ze starszą panią - Stefanią. Jak to się stało? O tym i jeszcze o sile przyjaźni przeczytacie w tej pięknej i mądrej książce. Dodam tylko, że gdy zobaczyłam tę okładkę i tytuł od razu zostałam "kupiona" i wiedziałam, że chcę przeczytać tę książkę.


Czy możliwa jest przyjaźń nastolatki i starszej pani? Owszem, gdy obie strony są spragnione drugiej osoby i trafiają na pokrewne dusze. Ta przyjaźń zaprowadzi Zosię do willi w Rudzie Pabianickiej, gdzie odkryje nie tylko przeszłość jej dawnych mieszkańców, ale też własne serce, które we właściwym czasie podpowie jej, co w życiu jest najważniejsze.

Nie chcę przed wami odkrywać całej fabuły tej książki, bo zabiorę przyjemność z czytania, więc o historii Zosi nie napiszę już nic więcej, ale dodam, że książkę czyta się niemal jednym tchem, nie można się od niej oderwać, zwłaszcza w tych momentach, gdy odkrywana jest przeszłość mieszkańców willi z Rudy Pabianickiej. Bardzo polecam, zwłaszcza na te kilak świątecznych dni, kiedy będzie trochę więcej czasu na takie małe przyjemności, jak lektura wciągającej historii, gdzie współczesność miesza się z przedwojenną historią.


2017-07-09

Wiesława Bancarzewska "Zapiski z Annopola", "Noc nad Samborzewem"

Dwie kolejne części opowieści o Ance Duszkowskiej przeczytałam niemal jednym tchem. Jeszcze całkiem niedawno stroniłam od historii o II wojnie światowej. Nie oglądałam ani filmów o tej tematyce i nie czytałam książek - po prostu bałam się, że powrócą koszmary z dzieciństwa, kiedy bardzo bałam się wojny. Jakiś czas temu jednak obejrzałam serial "Wojenne dziewczyny" i coś się we mnie zmieniło. Nadal boję się wojny, ale wydaje mi się, że to nasz obowiązek pamiętać o niej i nigdy do niej nie dopuścić. To straszne zło. Tyle niewinnych ludzi zginęło, często dla głupiego kaprysu pijanego Niemca - taki przykład jest podany w ostatniej części opowieści o życiu Anki Duszkowskiej "Noc nad Samborzewem". W 1939 roku w inowrocławskim więzieniu pijany nazista, który wcześniej był na polowaniu, postanowił zapolować na jeszcze inną "zwierzynę" - dla kaprysu rozstrzelał wielu więźniów. Była to straszna masakra. Takie zdarzenie naprawdę miało miejsce w 1939 roku, znane pod nazwą "krwawa niedziela w Inowrocławiu".


"Zapiski z Annopola" to opowieść o życiu Anki Duszkowskiej, a właściwie już Obryckiej, bo nasza główna bohaterka wyszła za mąż za Aleksandra Obryckiego i zamieszkała z nim w dworku Annopol. Żyją tu sobie prawie spokojnie, rodzi się i córeczka - Walentynka. Zaprzyjaźnia się z okolicznymi sąsiadami. Odnajduje także toruńską rodzinę swojego przyszłego ojca i zaprzyjaźnia się z nimi. Życie toczy się swoim torem, jednak Anka cały czas boi się nadciągającej wojny. Tu również za sprawą obrazu z modrzewiem może przedostawać się do XXI wieku, do swojego toruńskiego mieszkania. Tam w Internecie szuka powojennych losów swojej rodziny i najbliższych sąsiadów i przyjaciół.


"Noc nad Samborzewem" to już wojenne losy Anki. Z wiadomością o wybuchu wojny Olek, mąż Anki zostaje powołany do wojska, wyrusza na front i słuch po nim gnie. Majątek Annopol zostaje zajęty przez Niemców - Anka dostaje propozycję pracy jako sekretarka Niemca, ale sama z dzieckiem musi się przenieść gdzieś indziej, znajduje małe mieszkanko naprzeciwko stacji kolejowej w najbliższym miasteczku Samborzewie. W kamienicy znajduje na szczęście przyjaciół, wszyscy trzymają się razem i pomagają sobie w trudnych czasach, gdy każdy dzień jest niepewny. Dużą pomocą jest obraz z modrzewiem, za sprawą którego Anka przenosi się do świata bez wojny, gdzie nie ma kłopotu z kupieniem podstawowych rzeczy i produktów. Jednym z mieszkańców kamienicy jest Dominik, były naczelnik stacji kolejowej. Jest on także jedną z osób, która cudem przeżyła "krwawą niedzielę w inowrocławskim więzieniu". Anka i Dominik powoli się zaprzyjaźniają. Anka wciąż czeka na wieści od męża, po jakimś czasie Olek pisze list z niemieckiej fabryki, w której musi pracować. Czy jeszcze kiedyś się spotkają? Anka wierzy w to bardzo, tym bardziej, że w Internecie znajduje zdjęcie swojej córki w otoczeniu rodziny.

Pewnego dnia Dominik zostaje przyłapany przez Niemców na kradzieży węgla i zostaje postrzelony, ucieka, chowa się w jakiejś komórce, ale mdleje, bo postrzał jest poważny. W takim stanie znajduje go pies Anki. Dziewczyna początkowo wpada w panikę, ale po chwili namysłu stwierdza, że jedynym ratunkiem dla Dominika jest ucieczka do XXI wieku. Anka przenosi rannego do swojego toruńskiego mieszkania i tam prosi o pomoc sąsiada, który jak się okazuje jest chirurgiem. Po kliku dniach, gdy Dominik czuje się lepiej odkrywa w mieszkaniu Anki książkę, która opowiada o wojnie. Jest zszokowany. Potem przeszukuje mieszkanie i znajduje zdjęcia Anki z jej byłym narzeczonym z XXI wieku. Anka jest zmuszona wyznać mu prawdę, Dominik początkowo nie może w to uwierzyć, ale po wyjściu z mieszkania na własne oczy widzi inny świat bez wojny, bez zagrożenia życia, ale też bez ludzkiej serdeczności. Czy spodoba mu się ten świat, czy zechce porzucić niebezpieczny świat wojny dla spokoju?

Cały cykl o Ance jest fascynujący. Czyta się to niemal jednym tchem. Żal się rozstawać z sympatycznymi bohaterami. Nie jest to może lekka i przyjemna lektura na urlop, ale gorąco polecam.

2017-06-16

Wiesława Bancarzewska "Powrót do Nałęczowa"

Sięgając po książkę Wiesławy Bancarzewskiej "Powrót do Nałęczowa" nie sądziłam nawet, że przeniosę się za jej sprawą do dwudziestolecia międzywojennego. O tym, że lubię filmy z tego okresu, już pisałam wiele razy na tym blogu. Książki, w odróżnieniu od filmów, pozwalają na własną kreację bohaterów i świata przedstawionego - mimo opisów, wciąż zostaje bardzo wiele pola dla wyobraźni. Świat sprzed II wojny światowej bardzo mi się spodobał i nie dlatego, że Nałęczów jest ładny, ale dlatego, że kiedyś czas płynął wolniej, a ludzie bez elektronicznych gadżetów, mieli więcej go dla siebie nawzajem.


Główną bohaterką książki jest Anna Duszkowska, 42 letnia kobieta, której wszyscy krewni już odeszli. Jej życie jest poukładane, wolny zawód - jest tłumaczką, żyje w wolnym związku z Bartkiem. Wszystko jest stałe, pewne, trochę przewidywalne i nieco nudne, brak tu wielkiej miłości i namiętności.

Pewnego dnia za sprawą silnej tęsknoty, Ania przenosi się wprost ze swojej łazienki do nałęczowskiego domu swojej babci. Tam podaje się za letniczkę, wynajmuje u swojej babci, Zofii Leśniewskiej, pokój i z dnia na dzień coraz bardziej zaprzyjaźnia się ze swoją rodziną. Poznaje swoją mamę Stasię, która jest na razie małą dziewczynką. Poznaje także mieszkańców pobliskiego pensjonatu "Marzanna", z których jeden, Aleksander Obrycki, staje się jej coraz bliższy.

Życie w 1932 roku nie jest łatwe, zwłaszcza dla wdowy z gromadką dzieci. Nie ma elektryczności, po wodę trzeba chodzić do studni. Sprawy nie ułatwia światowy kryzys. Wszystkiego brakuje: pracy, pieniędzy, pożywnego pożywienia. Jednego czego jest w nadmiarze w rodzinie Leśniewskich, to miłość. I tej Anka Duszkowska najbardziej potrzebuje.

Jak potoczą się przedwojenne losy rodziny Łeśniewskich? Nie będę jednak zdradzała żadnego wątku, bo zepsuję innym przyjemność z czytania. Ja nie mogłam się od oderwać od tej książki. Gdy skończyłam ją czytać, już zatęskniłam za atmosferą przedwojennego świata. Na szczęście są jeszcze dwie kolejne części tej pasjonującej podróży w czasie.


2017-05-04

Tourell Soderberg Marie „Hygge. Duńska sztuka szczęścia"

Odkąd pamiętam rozmyślałam o szczęściu - czym ono jest, jak je zdobyć, co daje szczęście, jak je zatrzymać, gdy już się pojawia, jak szczęśliwie żyć. I myślę, że nie jestem w tym osamotniona, każdego dnia wiele osób myśli o tym, jak być szczęśliwym. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, a na pewno pomogły mi w tym lektury różnych artykułów, rozmowy z bliskimi i książki oraz samo życie, że szczęście to ulotne chwile, które rodzą się wtedy, kiedy mamy w sercu pokój i harmonię. Niekoniecznie jest ono związane z wielkimi wydarzeniami w naszym życiu. Od czasu do czasu zdarza się tak, że zupełnie bez powodu jestem szczęśliwa, radosna, zadowolona. I kiedy ktoś pyta mnie o powód dobrego nastroju, to w zasadzie nie umiem mu odpowiedzieć, dlaczego tak jest. A czasem w dobry nastrój wprawia mnie usłyszana piosenka, czasem jest to widok kwitnących kwiatów, innym razem jest to bezinteresowny uśmiech kogoś w tramwaju, a jeszcze innym razem jest to sprawka dobrych myśli, które krążą gdzieś po głowie. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że szczęście to stan umysłu. I w pełni się z tym zgadzam. To dzięki naszym myślom i harmonii w sercu, a także umiejętności nie ulegania podszeptom złych emocji stajemy się spokojni, a przez to szczęśliwi. Ale dlaczego o szczęściu dziś piszę?


Jakiś czas temu kupiłam książkę Tourell Soderberg Marie „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”. Był to prezent, ale zanim go przekazałam - zdążyłam tę książkę przeczytać. O temacie "hygge" już co nieco słyszałam i bynajmniej nie pałałam do niego entuzjazmem. Ot kolejna moda - tak myślałam. A poza tym dlaczego ktoś ma mi mówić, jak mam być szczęśliwa. Sama przecież wiem, co mnie uszczęśliwia. Nie pytajcie więc, dlaczego kupiłam tę, a nie inną książkę. Ostatecznie mogłam kupić np. jedną z najnowszych powieści tego, czy innego pisarza/pisarki - bo osoba, dla której była przeznaczona, uwielbia czytać. Ponadto nie przepadam za tzw. modnymi książkami, a tak nosiła tego wszelkie znamiona. Poza tym jak ognia unikam książek, poradników, itp. napisanych przez aktorki i wszelkiego rodzaju celebrytów. A ta książka, jak się później okazało została napisana przez duńską aktorkę. Szczerze mówiąc, to chwyciłam tę książkę pod wpływem impulsu. No i spodobała mi się okładka - te roziskrzone światełka na ciemnym tle - są po prostu piękne.

Zabierając się za czytanie tej książki byłam bardzo sceptyczna, co do jej zawartości. Ot, jakieś krótkie treści, na 1/3 strony, trochę zdjęć i to nie na całej stronie, tylko jakieś takie malutkie - no katastrofa. W miarę, jak czytałam tę książkę zmieniało się moje nastawienie - bo cóż odkryłam? Otóż szczęście dla każdego znaczy coś innego. Dla jednych to chwile z książką, dla innych, to rodzinne spotkania, dla jeszcze innych to chwile kiedy mogą smakować dobre potrawy w gronie rodziny, czy przyjaciół, bezinteresowna pomoc innym, siedzenie w ciszy i kontemplowanie przyrody i wiele, wiele innych rzeczy i sytuacji. I to, co mnie w tym postrzeganiu szczęścia ujęło, to fakt, że wszystkie te szczęśliwe chwile, dla wielu osób, które są bohaterami tej książki, wiążą się z prostymi rzeczami i najprostszymi sytuacjami. Najbardziej chyba polubiłam pewną staruszkę, która piekła dla swoich sąsiadów placki. Sama była już wiekowa, a jeszcze chciało jej się robić coś dla innych.

Czasem szukamy szczęścia na końcu świata, podróżując po dalekich krajach, wydaje nam się, że tam je właśnie znajdziemy. A tymczasem najważniejsza podróż, jaką powinniśmy odbyć, to ta do naszego wnętrza. Wydaje nam się, że będziemy szczęśliwi, jak zgromadzimy dobra materialne - domy, samochody, antyki, piękne ubrania, itp. A tymczasem najbardziej szczęśliwi jesteśmy, gdy możemy się dzielić tym, co mamy z innymi - i nie chodzi tu o dobra materialne tylko, ale czas spędzony z innymi. Tak, czy inaczej polecam lekturę tej książki. Otwiera oczy na rzeczy i sprawy oczywiste, które jednak w codziennym zabieganym życiu nam umykają.

ps. Osoba obdarowana tą książką bardzo się z niej ucieszyła :-)

2017-02-13

Hanna Kowalewska "Cztery rzęsy nietoperza"

cztery rzęsy nietoperza
jedna igła jeża
pięć odwłoków muchy
koci wąs suchy
zamieszać
zagotować
oczy posmarować


Napiszę tylko tyle, że warto było czekać na tę książkę, tym bardziej, że w ogóle nie spodziewałam się kolejnej części o dalszych losach Matyldy. Ciekawa jestem, czy to już ostatnia. Kończy się tak, jak wszystkie poprzednie, czyli swobodnie można dopisywać ciąg dalszy. Czego autorce i sobie życzę :-) Dodam, że te 619 stron połknęłam w 3 wieczory, ok przedłużające się w późne noce, a i tak mi mało. Za szybko przeczytałam tę książkę, czuję niedosyt, bo za krótko przebywałam w towarzystwie mi znanych postaci, za krótko oddychałam zawrociańskim powietrzem, za krótko napatrzyłam się na piękną zimę poza miastem, ech...

W zasadzie nie napiszę już nic więcej, bo nie ma co zdradzać jakiegokolwiek wątku z tej książki, aby nie psuć innym czytelnikom dobrej zabawy - a jest, bo wiele razy wybuchałam śmiechem, choć to wcale nie lekka opowiastka, ale mądra i napisana świetnym językiem opowieść. Uwielbiam styl Hanny Kowalewskiej, który charakteryzują krótkie, ale wiele mówiące zdania. Czyta się ją z wielką przyjemnością - styl jest raz wysoki, raz niski, często nie jest wolny od wulgaryzmów, ale nie ma ich za wiele, poza tym pojawiają się zawsze wtedy, kiedy trzeba, tak akuratnie do danej sceny i sytuacji. Proza Kowalewskiej, a czytałam jeszcze inne jej książki, zawsze sprawia mi wiele czytelniczej radości. Gorąco polecam - miłej lektury.

2017-01-15

Książki przeczytane w 2016 roku

W 2016 roku przeczytałam 34 książki, o jedną mniej niż w roku 2015. Odkryciem tego roku była autorka Krystyna Mirek. Przeczytałam jej 3 powieści - wszystkie świetne, dobre na relaks i przyjemnie spędzane wieczory oraz  jedno opowiadanie z książki "Cicha 5". Wszystkie opowiadania z tej książki są wspaniałe, wzruszające i mądre - polecam nie tylko w okresie Bożego Narodzenia, ale czytane właśnie wtedy nabierają jeszcze większej mocy i magii. Książka Fannie Flagg „Wciąż o tobie śnię” – jak zwykle super. Powróciłam do cyklu o Zawrociu Hanny Kowalewskiej, z nadzieją, że przeczytam szóstą część o dalszych losach Matyldy, ale książka nie wpadła mi w ręce.



  1. Jane Austen „Perswazje“
  2. Jane Austen „Emma“
  3. Lucy Foley „Utracona i odzyskana“
  4. Beata Pawlikowska „Między światami”
  5. Gilberth „Botanika duszy”
  6. Reagina Brett „Twój dziennik. 12 lekcji"
  7. Anna Makos „A miało być tak spokojnie”
  8. Marc Levy „Ona & On”
  9. L.M. Montgomery „Ania z Avonlea”
  10. L.M. Montgomery „Ania na uniwersytecie”
  11. Hanna Kowalewska „Tego lata, w Zawrociu”
  12. Hanna Kowalewska „Góra śpiących węży”
  13. Hanna Kowalewska „Maska Arlekina”
  14. Jonas Jonasson „Stulatek, który wyszedł przez okno i zniknął”
  15. Aleksandra Potter „Ostrożnie z marzeniami”
  16. Anna Ficner-Ogonowska „Alibi na szczęście”
  17. Anna Ficner-Ogonowska „Krok do szczęścia”
  18. Anna Ficner-Ogonowska „Zgodna na szczęście”
  19. Olga Rudnicka „Natalii 5”
  20. Carole Mortimer „Spotkajmy się w Prowansji”
  21. Bogna Ziembicka „Tylko dzięki miłości”
  22. Hanna Kowalewska „Inna wersja życia”
  23. Guillaume Musso „Będziesz tam?”
  24. Hanna Kowalewska „Przelot bocianów”
  25. Bogna Ziembicka „Na zawsze Różany”
  26. Valerie Bielen „Tylko Twoimi oczami”
  27. Fannie Flagg „Wciąż o tobie śnię”
  28. Krystyna Mirek „Większy kawałek nieba”
  29. Krystyna Mirek "Szczęście all inclusive"
  30. Anna Małgorzata Pycka „Róg obfitości czy puszka Pandory. Kultura w Drugiej Rzeczypospolitej”
  31. Vera Falski „Szczęśliwe zakończenie”
  32. Emily Giffin „Siedem lat później”
  33. Krystyna Mirek „Wszystkie kolory nieba”
  34. Katarzyna Bonda, Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Michalak, Krystyna Mirek, Natasza Socha, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz „Cicha 5” –  7 opowiadań




2016-11-22

Krystyna Mirek "Szczęście all inclusive"

Za oknem szary, bury listopad. Marzysz o ciepłych krajach? Ja też :-) A może by tak się przenieść do słonecznej Grecji? Teleportacji jeszcze nie wymyślono, ale za sprawą ciepłej i jednocześnie śmiesznej, a momentami refleksyjnej, książki Krystyny Mirek jest to możliwe. Słoneczna plaża, zapach ciepłego wiatru i smak wspaniałej oliwy oraz chleba i serów - to wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Do tego trochę miłosnych komplikacji kilku par i przepis na spędzenie kilka miłych wieczorów gotowy.


Już sama okładka zachęciła mnie, aby tę książkę wziąć do ręki. Po przeczytaniu innej książki tej autorki, wiedziałam, że mogę liczyć na dobrą opowieść. I nie pomyliłam się. Jest tu spora grupka interesujących bohaterów, a sama opowieść, choć wiemy, że zmierza do happy endu, to jednak nie bez komplikacji. Jest tu sporo ciepła i to nie tylko tego, które zapewnia greckie słońce, ale też tego ludzkiego. Gdy nie można liczyć na bliskich, znajdują się obcy, nieznani ludzie, którzy kilkoma gestami, słowami potrafią wesprzeć i pomóc.

Trudno tutaj wskazać jednego głównego bohatera, bo to opowieść o kilku osobach. Na początku poznajemy Beatę i jej chłopaka Kacpra. Beata liczy na premię i zasłużony urlop, jednak traci prace i musi zmierzyć się z rzeczywistością - brakiem pieniędzy i narzeczonym, który żyje na jej koszt i nie zamierza nawet szukać pracy. Gdy nadarza się okazja pracy w luksusowym hotelu na Krecie, Beata decyduje się, nie bez oporów i wątpliwości, jednak tam polecieć i podjąć prace w roli pokojówki. Na miejscu poznaje Agnieszkę, która w tym hotelu pracuje już od pięciu lat i zachwala takie życie. Nie jest ono jednak wolne od trosk związanych z życiem uczuciowym, w którym niemałą rolę odegra przystojny Grek o imieniu Kostas.

Do tego samego hotelu przybywa piękna i energiczna szefowa kobiecego pisma Oliwia z mniej już energicznym narzeczonym Jakubem, który zachodzi w głowę, jakim cudem tak wpływowa kobieta zwróciła uwagę właśnie na niego. Czy ten związek ma szansę na przetrwanie i jakie plany wobec sympatycznego Jakuba ma wielkomiejska Oliwia - na początku trudno się tego domyśleć.

Na luksusowych wakacjach pojawia się też sympatyczna, choć mocno zmęczona rodzina z sześcioletnim Frankiem, u którego zdiagnozowano ADHD. Ale czy na pewno o to tutaj chodzi? Greckie wakacje otwierają oczy mamie Franka, Alinie i sprawiają, że w końcu odnajduje ona drogę do własnego dziecka.

Książkę pochłonęłam w dwa wieczory i jeden niedzielny poranek. Ciężko było się od niej oderwać. I jak to zwykle bywa, gdy polubimy bohaterów, żal się było z nimi rozstawać.